Morpho... uwolnić motyla słów...

Koszyk

 x 

Twój koszyk jest pusty

Logowanie / Rejestracja

!!! TERAZ 10% TANIEJ !!!

Daughter's Book: Pobierz audio

Szybki kontakt

Tel. kom: 0-604 25 65 95
E-mail: morpho@mor-pho.pl
Tonery laser mono
GaduGadu: GG 12166587
Skype: Napisz! andrzej.zychla

Materiały

"Wyprawa na kompostownikowego stwora"

Fragment książki pt. "Tatulu" autorstwa Marka Jędrzejskiego

Kompostownik to taka trochę dziurawa, czarna skrzynka bez dna i z popielatym zamknięciem, do której razem z Tatulu wrzucamy skoszoną trawę i inne resztki. Jak się już wszystko dobrze ze sobą przegryzie, przeparzy i przegnije (przy współudziale kalifornijskich dżdżownic) to, co zostanie stosujemy zwykle jako nawóz do ogródka.

Z początku wywoziliśmy skoszoną trawę do pobliskiego lasku, ale Tatulu stwierdził, że taki naturalny skarb nie może się marnować i rozpoczął poszukiwania kompostownika. Znalazł go w końcu w internecie - jak zwykle w najlepszej cenie - kurier dowiózł części magicznej skrzynki następnego dnia i rozpoczęło się wielkie składanie.

 

Po kwadransie kompostownik prężył się dumnie na środku salonu, rozsiewając wokół siebie niezbyt przyjemną woń świeżego plastiku. Pierwszą organiczną materią wewnątrz kompostownika był oczywiście Martus, który nie chciał, by tak fantastyczny „domek z zatyczką” wylądował gdzieś w kącie ogródka. Ponieważ zapach tworzyw sztucznych niebezpiecznie się nasilał, Tatulu zdecydował się jednak wynieść urządzenie pod płot. Rzewna płaczka wiernie towarzyszyła mu w jego pielgrzymce, a jej zawodzenie nasilało się w miarę zmniejszającej się odległości od płotu.  Płacz ustał dopiero wtedy, gdy okazało się, że do ogródkowego kompostownika też można się wdrapać.

Po pierwszym wiosennym koszeniu trawy, okoliczne drzewa zaczęły pylić i wieczko kompostownika pokryło się żółtym pyłkiem, na którym wkrótce zaczęły pojawiać się dziwne ślady. Z początku było ich kilka, ale z każdym dniem przybywało ich coraz więcej. Tatulu obejrzał je bardzo dokładnie z pomocą szkła powiększającego i stwierdził:

- Kochani, w naszym ogródku najwyraźniej panoszy się jakiś groźny stwór. To, co widzicie na klapie kompostownika, to odciski jego pazurzastych łap. Nie mamy innego wyjścia, musimy zaatakować pierwsi, zanim on to zrobi. Jutro o świcie przygotujemy zasadzkę na potwora i przegonimy go z naszego ogródka. Sprawa jest poważna, musimy się dobrze przygotować…

Szkoda, że nie widzieliście roztrzęsionej miny małego Martuska, który zapytał:

- Czy sprawa jest naprawdę poważna? Co robimy, Tatulu?

- Nie martw się, dzielna łuczniczko! – zwrócił się Tatulu do Martuska - Odwagi, nieustraszona harpowniczko! (te słowa skierował do mnie). Musimy niezwłocznie przygotować sobie broń i resztę rynsztunku.

Tatulu zabrał swój wielofunkcyjny scyzoryk i poszliśmy wszyscy do lasu, znaleźć odpowiedni kij na łuk dla Martuska. Mój harpun zrobiliśmy z rozprostowanego, metalowego wieszaka. Znaleźliśmy też w garażu trochę starych ubrań, z których zmontowaliśmy prowizoryczną odzież ochronną, a Tatulu wręczył każdej z nas wampirki (to takie ochronne, krwistoczerwone rękawiczki), na wypadek, gdyby zwierz chciał się na nas rzucić i kąsać po rękach.

Reszta popołudnia upłynęła nam na doskonaleniu wojennego kunsztu. Martusek próbował – niezbyt skutecznie – posyłać strzały ku niezbyt oddalonym celom. Ja swoim „harpunem” starałam się jak najszybciej łapać plastikowe butelki, które Tatulu ustawiał dla mnie na pieńku. Po zakończeniu ćwiczeń poligonowych zjedliśmy kolację i poszliśmy wcześniej spać – następnego dnia trzeba było przecież wstać o świcie.

Mrok wypełniał jeszcze mój pokój, gdy poczułam nagłe szturchnięcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą okropną twarz potwora w przerażającej masce. Krzyknęłam przerażona.

- Cii, bo spłoszysz potwora – powiedział Tatulu ubrany w roboczy kombinezon, żółte skórzane rękawice i pszczelarski kapelusz -  Chodź, musimy jeszcze obudzić Martuska…

Martusek spał sobie smacznie, a obok niej, na poduszce spoczywał jej dzielny łuk i dwie ostre jak igła strzały.

- Wstawaj, Martusku, wstawaj! – pochyliłam się nad siostrą, żeby oszczędzić jej widoku Tatulu.

- Potwór? – zapytała zaspanym głosem świeżo wybudzona ze snu dziewczynka – Idziemy na potwora? – dodała już o wiele przytomniej.

- Idziemy – odpowiedział Tatulu, wciągając na nią ochraniacze i podając łuk – i to natychmiast…

Zeszliśmy wszyscy powoli po garażowych schodach oświetlając sobie drogę diodową latarką i podeszliśmy do metalowych drzwi garażu. Tatulu wydawał komendy ledwie słyszalnym, konspiracyjnym szeptem:

- Na trzy-cztery podnoszę błyskawicznie bramę i biegnę w kierunku bestii. Ola z mojej lewej, a Martusek z tej strony. Masz tylko dwie strzały, Martusku, więc użyj ich mądrze. Strzelaj dopiero wtedy, gdy ci powiem, dobrze?

- Dobrze – odpowiedział Martusek,  widać było, jak w ciemności świecą jej oczka.

- Olu, jak już obezwładnię potwora, spróbuj go chwycić swoim harpunem za szyję, dobrze? Musimy go koniecznie pokazać mamie, jak się już trochę oswoi.

- W porządku, Tatulu – odpowiedziałam, wciąż nie bardzo wierząc w potwora na kompostowniku.

Nagle usłyszeliśmy groźny pomruk, który dotarł do nas przez niezbyt szczelną garażową bramę, poczułam nagle ciarki na plecach i mocniej ścisnęłam swój harpun i rękę Tatulu.

- Jest potwór – powiedział Tatulu łapiąc za klamkę od garażowych drzwi.

- Jest powór! Za Narnię i za Aslana! – krzyknął Martusek, przypominając sobie nagle scenę z filmu, którego zdecydowanie nie powinien był oglądać.

Na kompostowniku coś się nagle zakotłowało, Tatulu błyskawicznie podniósł bramę garażu, wybiegając z krzykiem w kierunku potwora.

- Zgiń, przepadnij, ty wstrętny potworze! – podążył tuż za nim Martusek, napinając swój groźny łuk.

- Łapać, Tatulu? – zapytałam spokojnie dołączając po chwili do reszty drużyny.

- Niekoniecznie – odparł Tatulu spoglądając nieco zakłopotany na klapę kompostownika.

Na klapie leżał sparaliżowany ze strachu kot sąsiadów. Czarnorudy pręgowaniec nie przypominający wyglądem tygrysa ani nawet rysia.

- To nie potwór, Tatulu, to Zięciu! – powiedział wyraźnie rozczarowany Martusek, który wszystkie okoliczne koty znał po imieniu. – Nie bój się, Zięciu, fszystko będzie dobrze. Nie zrobimy ci krzywdy

- Koniec akcji – powiedział Tatulu ocierając pot z czoła – Kompostownik odbity! Wracamy do łóżek! I żeby Wam przypadkiem do głowy nie przyszło komuś o tym opowiadać! Zadanie było ściśle tajne.

Inne fragmenty książki: tutaj

Copyright 2011 by Wydawnictwo MORPHO

Informacje dla Kupujących

Sposoby płatności

Preferujemy przedpłatę należności na konto bankowe w przypadku nabywców instytucjonalnych (np. szkoły, biblioteki), możliwa jest jednak wysyłka książek z FVAT i terminem płatności. Nasze książki dostępne są m.in. w sieci EMPIK, można je również zamówić za pośrednictwem hurtowni Polanglo oraz w serwisie Allegro, oferującym dodatkowe możliwości rozliczeń oraz wysyłki (kliknij tutaj).

Wysyłka towaru

Towar wysłamy najpóźniej w ciągu 2-3 dni od odnotowania wpłaty na naszym koncie za pośrednictwem Poczty Polskiej lub kuriera.

Koszty wysyłki

Koszty wysyłki zależą od wagi oraz rozmiaru zamówionych książek. Przy zamówieniach powyżej 150 PLN wysyłka towaru na nasz koszt. Towar wysyłamy za pośrednictwem Poczty Polskiej, firmy InPost lub kuriera. Możliwy jest również odbiór osobisty. Publikacje elektroniczne zawsze 0PLN kosztów wysyłki!

Kupujący wyraża zgodę na udostępnienie swoich danych osobowych niezbędnych do realizacji przesyłki (imię i nazwisko oraz adres) oraz upoważnia Wydawnictwo MORPHO do wysyłki towaru w jego imieniu za pośrednictwem Poczty Polskiej lub firmy kurierskiej.

Czas realizacji zamówienia: do 3 dni roboczych (zwykle jednak wysyłamy towar następnego dnia od zarejestrowania wpłaty na naszym koncie).

Regulamin dotyczący procedury reklamacyjnej oraz zwrotów: (kliknij tutaj).