Morpho... uwolnić motyla słów...

Koszyk

 x 

Twój koszyk jest pusty

Logowanie / Rejestracja

!!! TERAZ 10% TANIEJ !!!

Daughter's Book: Pobierz audio

Szybki kontakt

Tel. kom: 0-604 25 65 95
E-mail: morpho@mor-pho.pl
Tonery laser mono
GaduGadu: GG 12166587
Skype: Napisz! andrzej.zychla

Margery Williams "Pluszowy Królik"

Margery Williams „Pluszowy Królik czyli jak zwierzęta stają się Prawdziwe”
Ilustracje: William Nicholson
Przełożył: Andrzej Zychla

Copyright by Wydawnictwo MORPHO 2012 Do użytku prywatnego.
 

Od Pluszowego Królika
dla Francesco Bianco

 
Był sobie raz pluszowy królik, który z początku wyglądał wyśmienicie. Był tłuściutki i pękaty, jak na królika przystało, jego futerko było w brązowe i białe plamki. Miał prawdziwe wąsiki z niteczek i uszka wyściełane różową satyną. Wyglądał naprawdę uroczo w świąteczny poranek z gałązką ostrokrzewu w łapkach, wsunięty gdzieś na samej górze świątecznej skarpety Chłopca.
W skarpecie znajdowały się też inne rzeczy: orzechy i pomarańcze, zabawkowa lokomotywa, migdały w czekoladzie oraz nakręcana myszka, ale Króliczek był z nich wszystkich najwspanialszy. Chłopiec tulił go przez co najmniej dwie godziny, później na obiad przyszły Ciotki z Wujkami i w wielkim szeleście ozdobnego papieru, rozpakowywania pudełek i ekscytacji wywołanej nowymi prezentami, o Pluszowym Króliczku całkiem zapomniano.
Przez dłuższy czas zamieszkiwał w zabawkowej komódce na bawialnianej podłodze i nikt się nim specjalnie nie przejmował. Króliczek był z natury nieśmiały, a ponieważ był zrobiony jedynie z pluszu, niektóre z droższych zabawek patrzyły na niego z pogardą. Mechaniczne zabawki czuły się lepsze i patrzyły na pozostałe z góry. Były pełne nowoczesnych rozwiązań i udawały, że są prawdziwe. Wtórował im model łódki, który przeżył już dwa sezony i stracił większość swojego lakieru. Wykorzystywał każdą sposobność, by opowiadać o swoim takielunku w bardzo techniczny sposób.
Króliczek nie był niczyim modelem, nie wiedział nawet, że istnieją prawdziwe króliki. Wydawało mu się, że są one wszystkie wypchane trocinami jak on sam, a same trociny były przecież czymś staromodnym i nie należało się nimi chwalić w nowoczesnym towarzystwie. Nawet Tymoteusz, ruchomy drewniany lew, wykonany przez inwalidów wojennych, który powinien mieć nieco szersze spojrzenie na świat, chodził nadęty, udając, że ma powiązania z Rządem. Nic dziwnego, że pośród tych wszystkich zabawek nasz biedny Króliczek poczuł się tak bardzo nicnieznaczący i pospolity. Jedyną osobą, która okazywała mu odrobinę sympatii był Skórzany Koń.
Skórzany Koń był najstarszy ze wszystkich zabawek w bawialni. Był tak stary, że jego brązowe okrycie było miejscami tak wytarte, że wyzierały spod niego szwy, a większość włosia z jego ogona wyrwano, by nawlekać na nie koraliki. Koń był mądry, bo widział w swoim życiu wiele mechanicznych zabawek, które kroczyły dumnie i przechwalały się, by po pewnym czasie zepsuć się i odejść w niepamięć. Koń wiedział, że są tylko zabawkami i nigdy nie staną się niczym innym. Bawialniana magia jest dziwna i cudowna zarazem, tylko mądre i stare zabawki, które mają tyle doświadczenia co Skórzany Koń, mogą ją zrozumieć.
– Co to znaczy być PRAWDZIWYM? – zapytał pewnego dnia Króliczek, gdy leżeli obok siebie w pobliżu kominkowej kraty zanim przyszła Niania, by posprzątać pokój. – Czy oznacza, że w środku masz brzęczyk i specjalne, wystające kółeczko?
– Bycie prawdziwym nie ma nic wspólnego z tym, jak zostałeś zrobiony – odparł Skórzany Koń. – To coś, co ci się przydarza. Kiedy dziecko pokocha cię przez naprawdę długi czas, nie tylko po to, by się z tobą bawić, ale tak NAPRAWDĘ, wtedy stajesz się Prawdziwy.
– Czy to bolesne? – zapytał Króliczek.
– Czasami – odparł Skórzany Koń, gdyż zawsze mówił prawdę. – Ale kiedy już jesteś prawdziwy, wcale ci to nie przeszkadza.
– Czy dzieje się to od razu, jak po nakręceniu mechanizmu – nie ustępował – czy też stopniowo?
– Nie dzieje się to od razu – odpowiedział Skórzany Koń. – Prawdziwym się stajesz. Potrzeba na to długiego czasu. Dlatego nie przydarza się to zabawkom, które łatwo się psują albo mają ostre krawędzie, albo z którymi należy się obchodzić ostrożnie. Zwykle, zanim staniesz się Prawdziwy, większość twojej sierści zostanie wytulona, twoje oczka wypadną, a łapki się poluzują. Będziesz wyglądał na bardzo zniszczonego. Ale to nie ma najmniejszego znaczenia, bo jak już jesteś Prawdziwy, nie możesz być brzydki, chyba że dla zabawek, które tego nie rozumieją.
– Ty pewnie jesteś Prawdziwy? – zapytał Króliczek. Zaraz jednak pożałował swojego pytania, bo pomyślał sobie, że Skórzanemu Koniowi mogło się zrobić przykro. Ale przyjaciel tylko się uśmiechnął.
– Wuj chłopca uczynił mnie Prawdziwym – powiedział. – Było to wiele lat temu, ale kiedy raz staniesz się Prawdziwy, nie ma już odwrotu. Zostajesz Prawdziwy na zawsze.
Króliczek westchnął. Pomyślał, że jeszcze wiele czasu upłynie, zanim magia bycia Prawdziwym zacznie w nim działać. Pragnął stać się Prawdziwy, poczuć, jak to jest, z drugiej jednak strony, perspektywa utraty pięknego wyglądu, oczu czy wąsików wydawała mu się przygnębiająca. Żałował, że nie można stać się Prawdziwym bez tych wszystkich nieprzyjemności.
W bawialni rządziła Niania. Czasami nie zwracała uwagi na rozrzucone zabawki, czasami, z niewiadomych powodów, przechodziła przez pokój niczym huragan i wrzucała zabawki do szafek. Nazywała to porządkowaniem a zabawki tego nie znosiły, szczególnie te metalowe. Króliczkowi było wszystko jedno, bo zawsze opadał mięciutko, gdziekolwiek go nie wrzucono.
Pewnego wieczoru, gdy Chłopiec kładł się spać, nie mógł znaleźć porcelanowego pieska, który zawsze spał razem z nim. Niani bardzo się śpieszyło i nie chciało jej się szukać porcelanowych piesków w porze spania, więc tylko rozejrzała się wokół, a widząc otwarte drzwiczki szafki, sięgnęła do niej ręką.
– Trzymaj! – powiedziała. – Twój stary Króliczek! Dziś może spać z tobą. Chwyciła Króliczka za ucho i złożyła w ramionach Chłopca.
Tej nocy, jak i przez wiele kolejnych, Pluszowy Króliczek spał razem z Chłopcem w łóżeczku. Z początku było mu niewygodnie, Chłopiec tulił go bardzo mocno, czasami kładł się na nim, a czasem wpychał tak mocno pod poduszkę, że Króliczek ledwo mógł oddychać. Brakowało mu też długich, księżycowych nocy w bawialni, gdy w domu panowała cisza, i wspólnych rozmów ze Skórzanym Koniem. Wkrótce jednak przyzwyczaił się i zaczęło mu się to wszystko podobać. Chłopiec zaczął do niego mówić i robił mu w pościeli tunele, przypominające norki, w których – jak mówił – mieszkają prawdziwe króliki. Świetnie się razem bawili, szepcząc do siebie, gdy Niania już sobie poszła zjeść kolację i zostawiała lampkę na kominku. A kiedy Chłopca ogarniał sen, Króliczek wtulał się w jego maleńką, cieplutką bródkę i zasypiał, objęty ramionami chłopca przez całą noc.
Czas mijał, a Króliczek był bardzo szczęśliwy – tak szczęśliwy, że w ogóle nie zauważył, że jego piękne, pluszowe futerko stawało się coraz bardziej wytarte, ogonek pruł się coraz bardziej, a różowy nosek wytarł się zupełnie od pocałunków Chłopca.
Przyszła wiosna i przyjaciele zaczęli spędzać długie dnie w ogrodzie: wszędzie, gdzie chłopiec szedł, zabierał ze sobą Króliczka. Króliczek uwielbiał przejażdżki taczką, pikniki na trawie, cudne baśniowe chatki, budowane specjalnie dla niego pod łodyżkami malin, nieopodal rabatki. Pewnego razu, gdy Chłopca zawołano nagle na podwieczorek, Króliczek został sam na trawniku długo po zapadnięciu zmroku i Niania musiała przyjść i go odszukać ze świecą, ponieważ Chłopiec nie mógł zasnąć bez swojej ulubionej zabawki. Króliczek był cały mokry od rosy i ubrudzony ziemią od nurkowania w norkach, które Chłopiec zrobił specjalnie dla niego w rabatce. Niania mruczała pod nosem, wycierając go rogiem swojego fartucha.
– Musi mieć swojego starego Króliczka! – powiedziała. – Tyle hałasu o jakąś zabawkę!
Chłopiec usiadł na łóżku i wyciągnął ręce:
– Oddaj mi mojego Króliczka! Nie wolno ci tak mówić. On nie jest zabawką. On jest PRAWDZIWY!
Kiedy Króliczek to usłyszał, był bardzo szczęśliwy, bo zdał sobie sprawę z tego, że w końcu stało się to, o czym opowiadał Skórzany Koń. Bawialniana magia zaczęła działać i nie był już dłużej zabawką. Stał się Prawdziwy. Sam Chłopiec to powiedział.
Tej nocy ciężko mu było usnąć ze szczęścia, a jego małe, trocinowe serduszko przepełniała taka miłość, że o mało nie pękło. W jego guziczkowych oczkach, które dawno temu straciły swój blask, pojawiło się spojrzenie pełne mądrości i piękna, które zauważyła o poranku Niania, gdy go podniosła: – Ten stary Króliczek ma naprawdę wyjątkowe spojrzenie!
 
To było cudowne lato!
Nieopodal domu, w którym mieszkali był las. W długie czerwcowe wieczory Chłopiec lubił tam chodzić i bawić się po obiedzie. Zabierał ze sobą Pluszowego Króliczka i zanim odszedł, by zrywać kwiaty albo bawić się w leśnych rozbójników, zawsze wił mu gniazdko wśród paproci, żeby Króliczkowi było wygodnie. Był miłym chłopcem i chciał żeby jego przyjacielowi było dobrze. Pewnego wieczoru, gdy Króliczek leżał sobie sam, obserwując mrówki biegające w trawie w tę i z powrotem, pomiędzy jego pluszowymi łapkami, zauważył dwie dziwne istoty, które wyłoniły się zza rosnącej nieopodal wysokiej paproci.
Były to króliki, takie jak on sam, jednak bardziej futrzaste i zupełnie nowe. Pluszowy Króliczek od razu pomyślał sobie, że musiały zostać bardzo dobrze uszyte, bo nie było w ogóle widać ich łączeń i umiały w dziwny sposób zmieniać swoje kształty poruszając się. Potrafiły być na zmianę długie i chude, by za chwilę stać się krępe i tłuściutkie zamiast zawsze pozostawać takie same jak on. Ich łapki opadały delikatnie na ziemię i podeszły zupełnie blisko, marszcząc noski, a Króliczek bacznie im się przyglądał, starając się wypatrzyć kluczyk od mechanizmu, bo wiedział, że skaczące zabawki muszą gdzieś mieć swój kluczyk do nakręcania. Ale kluczyka też nie mógł wypatrzeć. Była to jakaś zupełnie inna odmiana królika.
Patrzyły się na niego, a Króliczek spoglądał na nich. Ich noski poruszały się przez cały czas.
– Może wstaniesz i pobawisz się z nami? – zapytał jeden z nich.
– Nie mam ochoty – odpowiedział króliczek, bo nie chciał zdradzać, że nie ma w środku mechanizmu.
– Hej! – powiedział futrzasty królik. – To naprawdę łatwe!
Wykonał potężnego susa w bok i stanął na tylnych łapkach.
– Ty tak na pewno nie potrafisz – powiedział.
– A właśnie, że potrafię – odparł Króliczek. – Potrafię skakać wysoko jak nie wiadomo co!
Chodziło mu oczywiście o te chwile, gdy Chłopiec go podrzucał, ale tego nie chciał już dodawać.
– Potrafisz podskoczyć na tylnych łapkach? – zapytał futrzasty królik.
Było to okropne pytanie, bo Pluszowy Króliczek nie miał w ogóle tylnych łapek! Cała jego tylna część była zrobiona z jednego kawałka, zupełnie jak poduszeczka na igły. Siedział w cieniu paproci, mając nadzieję, że króliki tego nie zauważą.
– Nie mam ochoty – powtórzył.
Ale dzikie króliki mają bardzo dobry wzrok. Jeden z nich wyciągnął szyję i przyjrzał mu się dokładniej.
– On nie ma tylnych łapek! – wykrzyknął. – A to ci dopiero! Królik bez tylnych łapek!
I zaczął się śmiać.
– Mam, właśnie, że mam! – krzyknął Króliczek. – Mam tylne łapki. Po prostu na nich przysiadłem!
– No to je wyprostuj i pokaż, o tak! – powiedział dziki królik. I zaraz zaczął wić się dookoła i wykręcać w ten sposób, że naszemu Króliczkowi zaczęło się kręcić w głowie.
– Nie lubię tańczyć – odpowiedział. – Wolę sobie siedzieć spokojnie!
Ale przez cały ten czas bardzo chciał tańczyć, zawładnęło nim jakieś nowe, dziwne uczucie i czuł, że mógłby poświęcić wszystko na świecie, by móc sobie poskakać tak, jak robiły to te króliczki.
Dziwny królik przestał tańczyć i podszedł bliżej. Podszedł tak blisko, że jego długie wąsiki dotknęły uszka Pluszowego Królika, nagle zmarszczył nos, opuścił uszy i odskoczył.
– Pachnie tak jakoś dziwnie! – wykrzyknął. – Żaden z niego królik! Nie jest prawdziwy!
– Właśnie, że jestem Prawdziwy – powiedział Króliczek – jestem Prawdziwy! Chłopiec tak powiedział!
I znów prawie się rozpłakał.
Nagle wszyscy usłyszeli dźwięk kroków, Chłopiec przebiegł obok nich, a na odgłos jego stóp, białe ogonki dziwnych króliczków mignęły w oddali i zniknęły.
– Wróćcie się ze mną pobawić! – zawołał Króliczek. – Wracajcie, proszę! Wiem, że jestem Prawdziwy!
Odpowiedzi jednak nie było, a po ziemi biegały w tę i z powrotem maleńkie mrówki. Jedynie paproć kołysała się jeszcze delikatnie w miejscu, w którym musnęło ją dwóch przybyszów. Pluszowy Króliczek został zupełnie sam.
– O, nie! – pomyślał. – Dlaczego oni uciekli? Dlaczego nie zostali i nie porozmawiali ze mną?
Przez dłuższy czas leżał nieruchomo, patrząc w kierunku paproci i mając nadzieję, że powrócą. Króliczki jednak nie wróciły, a słońce znacznie się obniżyło. Wkrótce zaczęły trzepotać małe, białe ćmy, przyszedł Chłopiec i zabrał go do domu.
 
Mijały tygodnie, a mały Króliczek robił się coraz starszy i bardziej zniszczony, ale Chłopiec nadal kochał go równie mocno. Kochał go tak mocno, że wykochał wszystkie jego wąsiki. Różowa wyściółka uszek zszarzała, wyblakły też brązowe plamki na futerku. Zaczął nawet tracić swój dawny kształt i nie wyglądał już za bardzo jak królik, chyba tylko dla Chłopca. Dla niego był zawsze piękny i tylko to liczyło się dla Króliczka. Nie miało znaczenia jak wyglądał dla innych, ponieważ bawialniana magia uczyniła go Prawdziwym, a kiedy jest się Prawdziwym, brak dawnej elegancji przestaje się liczyć.
I wtedy, pewnego dnia, Chłopiec zachorował.
Na jego twarzy pojawiły się rumieńce, majaczył przez sen, a jego ciało było tak rozpalone, że piekło Króliczka, kiedy Chłopiec go do siebie przytulał. Obcy ludzie przychodzili do pokoju chłopca, światło paliło się przez całą noc, a w jego świetle leżał mały Pluszowy Króliczek, ukryty przed wzrokiem w pościeli. Nigdy się nie poruszał, bał się, że jeśli go znajdą, to zabiorą, a wiedział, że Chłopiec go potrzebuje.
Był to długi i ciężki czas. Chłopiec był zbyt chory, by się bawić, a Króliczkowi bardzo się nudziło całodzienne nicnierobienie. Cierpliwie mościł się jednak w łóżeczku i wyczekiwał czasu, gdy Chłopiec wyzdrowieje i znów będą razem wychodzić do ogrodu, by wśród kwiatów i motyli bawić się w swoje ulubione zabawy w krzakach malin, jak dawniej. Planował wiele cudownych rzeczy, a gdy Chłopiec leżał w półśnie, zakradał się blisko jego poduszki i szeptał mu o nich do ucha. Wkrótce gorączka znikła, a Chłopiec poczuł się lepiej. Mógł już siadać w łóżeczku i oglądać książeczki, a Króliczek leżał przytulony do jego boku. Któregoś dnia pozwolono Chłopcu wstać i się ubrać.
Był jasny, słoneczny poranek, a okna były szeroko otwarte. Chłopca wyniesiono na balkon, zawinięto w szal, a Króliczek leżał sobie zaplątany w pościeli, rozmyślając.
Następnego dnia Chłopiec wyjeżdżał nad morze. Wszystko zostało ustalone, teraz należało jedynie wypełnić polecenia lekarza. Rozmawiali o wszystkim, a Króliczek leżał w pościeli, z której wystawała jedynie jego głowa, i nasłuchiwał. Pokój należało zdezynfekować, a wszystkie książki i zabawki, którymi bawił się Chłopiec, spalić.
– Hurra! – pomyślał Króliczek. – Jutro pojedziemy nad morze! Chłopiec często opowiadał o morzu, bardzo chciał zobaczyć ogromne fale, maleńkie kraby i budować zamki z piasku.
Właśnie wtedy wzrok Niani padł na Króliczka.
– A co z tym starym Królikiem? – zapytała
– Z tym? – zapytał lekarz. – Przecież to siedlisko szkarlatyny, należy go natychmiast spalić!
„Co takiego? To chyba jakaś pomyłka!” – pomyślał Króliczek.
– Należy mu kupić nowego. Nie wolno mu się tym bawić!
Króliczka włożono więc do worka wraz ze starymi książeczkami, mnóstwem śmieci i wyniesiono na tył ogrodu, za kurnik. Było to doskonałe miejsce, żeby rozpalić ognisko, jednak ogrodnik miał akurat ważniejsze sprawy na głowie. Trzeba było jeszcze wykopać ziemniaki i zebrać groszek. Obiecał jednak przyjść wcześniej następnego dnia i spalić cały worek.
Tej nocy Chłopiec spał w innej sypialni i był z nim nowy króliczek. Był piękny, cały z pluszu i z oczkami z prawdziwego szkła, ale Chłopiec był zbyt podekscytowany, by zwracać na to uwagę. Następnego dnia wyjeżdżał przecież nad morze i była to rzecz tak wspaniała, że nie mógł myśleć o niczym innym.
Kiedy Chłopiec spał, śniąc o morzu, Króliczek leżał wśród starych książeczek w jakimś ciemnym rogu za kurnikiem i czuł się bardzo samotny. Worek nie był zawiązany i po jakimś czasie udało mu się, nie bez wysiłku, wystawić łebek przez górną część worka i się rozejrzeć. Drżał nieco z zimna, bo przyzwyczaił się do spania w łóżeczku, a jego własne futerko było już tak znoszone i poprzecierane od przytulania, że nie stanowiło dla niego żadnej ochrony. Widział gąszcz malinowych krzaków, wysoki i bliski, niczym tropikalna dżungla, w cieniu której bawił się dawno temu z Chłopcem. Myślał o długich, słonecznych godzinach spędzonych razem w ogrodzie, o tym jak byli szczęśliwi, i ogarnął go prawdziwy smutek.
Wszystkie wspomnienia przechodziły przed jego oczami, jedno piękniejsze od drugiego: domki dla wróżek wśród rabatek, ciche wieczory w lesie, gdzie leżał wśród paproci, małe mrówki biegające po jego łapkach i wreszcie ten cudowny dzień, gdy po raz pierwszy zrozumiał, że jest Prawdziwy. Pomyślał o Skórzanym Koniu, mądrym i delikatnym, i o tym, o czym mu opowiadał. Jaki pożytek z bycia kochanym, utraty piękności i stania się Prawdziwym, jeśli wszystko miałoby się skończyć w ten sposób? I wtedy łza, prawdziwa łza, spłynęła po jego wytartym, pluszowym nosku i spadła na ziemię.
Wtedy wydarzyła się rzecz niespotykana. W miejscu, gdzie upadła łza, wyrósł z ziemi kwiat, niezwykły kwiat, zupełnie niepodobny do żadnego z kwiatów w ogrodzie. Miał delikatne, zielone listki, koloru szmaragdu a w samym środku pączek przypominający złotą filiżankę. Był tak piękny, że Króliczek zapomniał o łzach i zaczął go uważnie obserwować. Wkrótce kwiat się otworzył i wyszła z niego wróżka.
Była to prawdopodobnie najśliczniejsza wróżka na świecie. Jej sukienka była z pereł i kropelek rosy, jej szyję i włosy zdobiły kwiaty, a jej twarz była jak najpiękniejszy z nich. Podeszła blisko do Króliczka, wzięła go w ramiona, ucałowała jego pluszowy nosek, który był cały mokry od łez.
– Króliczku! – powiedziała. – Naprawdę nie wiesz, kim jestem?
Króliczek spojrzał na nią i wydało mu się, że gdzieś już wcześniej widział jej twarz, ale nie mógł sobie przypomnieć gdzie.
– Jestem magiczną wróżką dziecięcego pokoju – powiedziała. – Opiekuję się wszystkimi ukochanymi zabawkami dzieci. Kiedy stają się stare i zużyte i dzieci już ich nie potrzebują, wtedy przychodzę, zabieram je z sobą i sprawiam, że stają się Prawdziwe.
– Czy nie byłem Prawdziwy już wcześniej? – zapytał Króliczek.
– Byłeś Prawdziwy dla Chłopca – odpowiedziała wróżka. – Ponieważ cię pokochał. Teraz staniesz się prawdziwy dla wszystkich.
Przytuliła do siebie Króliczka i odlecieli razem do lasu.
Było jasno, księżyc świecił wysoko. Cały las był piękny, liście paproci skrzyły się w świetle jak zamarznięte srebro. Na otwartej polanie, pomiędzy pniami drzew, dzikie króliki tańczyły na aksamitnej trawie, kiedy jednak ujrzały Wróżkę, przestały tańczyć i ustawiły się wokół niej, żeby jej się dokładniej przyjrzeć.
– Przyprowadziłam wam nowego towarzysza zabaw – powiedziała Wróżka. – Musicie być dla niego bardzo dobrzy i nauczyć go wszystkiego, czego będzie potrzebował w Krainie Królików, bo zostanie już odtąd z wami na zawsze!
Następnie pocałowała Króliczka ponownie i położyła go w trawie.
– Biegnij i baw się Króliczku! – powiedziała.
Ale Króliczek siedział przez dłuższą chwilę nieruchomo. Gdy zobaczył dzikie króliki tańczące wokół niego, przypomniał sobie o swoich tylnych łapkach i nie chciał, żeby widzieli, że były przyszyte do reszty tułowia. Nie wiedział, że pocałunek Wróżki odmienił go zupełnie. Siedziałby tak pewnie przez długi czas, bojąc się poruszyć, gdyby coś nagle nie połaskotało go w nosek. Zanim się zorientował, podniósł swoją tylną łapkę, żeby się po nim podrapać.
Wtedy zobaczył, że ma jednak tylne łapki! Zamiast wytartego pluszu, miał na sobie prawdziwe brązowe futerko, miękkie i lśniące, potrafił strzyc uszkami, a jego wąsiki były teraz tak długie, że sięgały trawy. Podskoczył, a radość płynąca z możliwości wykorzystania tylnych łapek była tak wielka, że zaczął skakać po murawie, kicać na boki i wykręcać się jak pozostali. Tak się tym wszystkim zachwycił, że kiedy zatrzymał się, żeby spojrzeć na Wróżkę, jej już nie było.
Stał się wreszcie Prawdziwym Króliczkiem, który zamieszkał z innymi królikami.
 
Minęła jesień i zima, a wiosną, gdy dni znów stały się ciepłe i słoneczne, Chłopiec przyszedł pobawić się w lesie za domem. Gdy się bawił, spod paproci wyszły dwa króliczki, żeby mu się przypatrzyć. Jeden z nich był cały brązowy, ale drugi miał dziwne przebarwienia na futerku, zupełnie jakby miał kiedyś plamki, które wciąż prześwitywały. Było coś tak znajomego w jego delikatnym nosku, okrągłych czarnych oczkach, że Chłopiec pomyślał sobie:
– Wygląda zupełnie jak mój stary Króliczek, który zaginął wkrótce po tym, jak wyzdrowiałem ze szkarlatyny.
Nigdy się jednak nie dowiedział, że był to rzeczywiście jego Króliczek, który przyszedł raz jeszcze spojrzeć na dziecko, które pomogło mu stać się Prawdziwym.

Copyright by Wydawnictwo MORPHO 2012 Do użytku prywatnego.

Informacje dla Kupujących

Sposoby płatności

Preferujemy przedpłatę należności na konto bankowe w przypadku nabywców instytucjonalnych (np. szkoły, biblioteki), możliwa jest jednak wysyłka książek z FVAT i terminem płatności. Nasze książki dostępne są m.in. w sieci EMPIK, można je również zamówić za pośrednictwem hurtowni Polanglo oraz w serwisie Allegro, oferującym dodatkowe możliwości rozliczeń oraz wysyłki (kliknij tutaj).

Wysyłka towaru

Towar wysłamy najpóźniej w ciągu 2-3 dni od odnotowania wpłaty na naszym koncie za pośrednictwem Poczty Polskiej lub kuriera.

Koszty wysyłki

Koszty wysyłki zależą od wagi oraz rozmiaru zamówionych książek. Przy zamówieniach powyżej 150 PLN wysyłka towaru na nasz koszt. Towar wysyłamy za pośrednictwem Poczty Polskiej, firmy InPost lub kuriera. Możliwy jest również odbiór osobisty. Publikacje elektroniczne zawsze 0PLN kosztów wysyłki!

Kupujący wyraża zgodę na udostępnienie swoich danych osobowych niezbędnych do realizacji przesyłki (imię i nazwisko oraz adres) oraz upoważnia Wydawnictwo MORPHO do wysyłki towaru w jego imieniu za pośrednictwem Poczty Polskiej lub firmy kurierskiej.

Czas realizacji zamówienia: do 3 dni roboczych (zwykle jednak wysyłamy towar następnego dnia od zarejestrowania wpłaty na naszym koncie).

Regulamin dotyczący procedury reklamacyjnej oraz zwrotów: (kliknij tutaj).